Mój osobisty sparing szaleństwa z rozsądkiem na ringu życia. Sędzia - komentator: Fidelis Lupus.
Kategorie: Wszystkie | Philosophia | Tempus fugit
RSS
niedziela, 25 sierpnia 2013

"Nie uśmiecha mi się uśmiechanie, kiedy na uśmiechanie ochoty nie mam. Więc się uśmiechać NIE BĘDĘ!"

Aha, jasne jasne, chwilę później zostałam pacnięta białą kulką i już miałam banana na ustach. Co się zadziało? A no tak:

Wyciągnęli mnie za chabety z wyra. Czuję, że tracę opór, nie ważne, czy człowiek pełnoletni i sam za siebie odpowiada, kiedy w grę wchodzi integracja w rodzinie prawa głosu autentycznie.. nie mam. O Jeez, gdyby tak bardzo chciało mi się iść, jak nie iść.. Dzisiejszym wyzwaniem była Góra Gradowa, standard polskiej rodziny, czyli 2+1 (plus czworonożny dodatek w postaci Taimy) udał się na rodzinną wyprawę. A ja stwierdzam wszem i wobec, że matka moja jest obiektem podstępnym i uprasza się o omijanie jej szerokim łukiem, a oto dowód:

- Idziesz z nami na spacer?

- Nii-

- Chodź, chodź. Idź się ubierz, tata stawia lody (w tle: Aga, ja nie mam pieniędzy!)

- (Lupus się mocno zastanawia) A gdzie wy chcecie iść?

- Ubrałaś się już?

- Mamo-

- Chodź, chciałaś kupić jakąś farbę do włosów ostatnio..

 

Nawet nie pamiętam, kiedy wyszłam z domu, tak działa ludzka zachłanność! A karma nie śpi, za moją łapczywość się okazało, że - standardowo - farby wszystkich kolorów tęczy stoją na półce i pięknie się prezentują.. TYLKO MOJEJ NIE MA! Najwyraźniej sic erat in fatis*. Przestrzegam wszystkich.. A wracając do spaceru - zostałam zbombardowana przez te białe kulki, co to rosną na krzakach i można nimi pstrykać. I dziękuję bardzo, za taką wyboistą trasę! I ja nigdzie więcej nie idę!

Ale lody były dobre ;)

***

Tak sobie dzisiaj do Bohatera Pozytywnego zakukałam, bo wpis na blogu był, to zajrzałam. No i proszę bardzo, jaki flashback! A mianowicie chodzi mi o to moje słynne cheater'stwo. Tak, oszust ze mnie nie mały. A jak nie mały, to trza było maskować to jak się dało, żeby po tyłku nie dostać. Rety, a mało to razy musiałam zatuszować spóźnienie z przepustki? "A, bo wie pani, ten tramwaj, co to w radiu mówili, to się zepsuł na moście Poniatowskiego". Albo wtedy, gdy mi się zdarzyło delikatnie.. zaspać na zajęcia. "O Boże! Dzisiaj wtorek przecież! Miałam na ósmą!" Więc wtedy to nie było kłamstwo, tylko gra aktorska. No chyba nikt nie zaprzeczy!

Jednak życie to najlepsza scena, czasem biją nam brawa, a czasem rzucają pomidorami.

A propos pomidorów, to leżę sobie rozmemłana dźwiękami coveru Kerta Kombajna "My girl, don't lie to me", popijając pomidorowym soczkiem, godnie wyżebranym przy zakupie lodów. Lubię takowe pić, bo ponoć na coś tam pomagają. Pamięć mnie zawiodła i już nie pamiętam, na co, ale zawsze warto pić. I w taki sposób mam zamiar dopełnić obowiązku nocnego buszowania po necie. A co.

Pysznej nocki życzę wszystkim nocnym markom. 

Śpiochom i nieszczęśliwcom idącym jutro do pracy - też ;)

P.S. W sumie nie głupio by było dowiedzieć się czemu taki soczek pomidorowy służy, jakaś podpowiedź?

 

* Tak było zapisane w losach

sobota, 24 sierpnia 2013

Dobre jest wygrzebać się spod pościeli, spojrzeć na zegarek i zobaczyć liczbę jednocyfrową z przodu. Dziś, cholera, jest mi dobrze. 

Przeciągnęłam się, wypstrykałam wszystkie kości i ruszyłam po środki czystości do kuchni, albowiem łazienka spłakana czekała na pucowanie. Dopieściłam ją jak dziecko w kąpieli. Po tej pienistej walce z brudem przyszedł czas na moją suczkę. O mój Boże, jak ona nie lubi kąpieli, to się dopiero przekonałam. Za każdym razem foch jest większy. Trzy podejścia.. Łazienka w wodzie, Lupus w wodzie, Taima w wodzie. W końcu wygramoliła się spod prysznica i.. standardowa zemsta- trzepanie. Ale nie tak jednorazowo, na moje nieszczęście mam dużo luster do ziemi w mieszkaniu.. musiała opryskać każde po kolei. Taima zadowolona, czysta i pachnąca poczęła brykać w najlepsze, a ja chwyciłam płyn do luster i zasuwaj, mała. 

Cholera.

Także dość ambitne miałam "Dzień dobry". Potem, to już tylko spacer, tak, jak mi polecono, o.

A chyba nie pisałam- byłam na Woodstocku. Wiem, news bardzo aktualny, zwlekałam z relacjonowaniem trzy tygodnie, bo to jakieś spotkanie, a to na noc Gdzieś-tam.. w każdym razie taki event dla mnie może trwać cały rok, bylebym tylko kondycję psychiczną miała lepszą. Bo był dzień w trakcie After-party, kiedy dziewięć godzin przeleżałam w namiocie. Motywacja nie jest moją najlepszą stroną.

Ale całość imprezy- super. Moc hippisów, metali, metalo-hippisów.. i wszyscy zbratani jak jedna rodzina. Trzeci wieczór miałam zamiar spędzić przy scenie, miał grać Hope przecież. I jakoś tak się stało, że wracając z parkingu od znajomych zaciągnęła mnie grupka wariatów do swojego kółeczka adoracji. A właściwie to gwizdnął mnie Amerykanin. A potem to już tylko taniec przy bębnach i alkoholu. Zrodziła się ciekawa relacja między mną a panem ciemnoskórym, gadaliśmy i gadaliśmy pół nocy (nawet nie wiedziałam, że tak sprawnie trajkoczę po angielsku, przez procenty nie czuć oporu języka), okazał się tatą czteroletniej Aliszy, czy podobnie jakoś. A potem.. odprowadził  mnie do mojego namiotu. 

I powiedziałam tylko "You should go".

Nie miałam siły ani motywacji na.. romans? Związek? Cholera wie, co by z tego było. Tak, czy inaczej doskonale czułam, że to nie na moje siły. Ale nie żałuję.

Dojazd też miałam ciekawy. W jedną stronę pociągiem (cztery godziny czekania na ostatnią przesiadkę! Never again..), w drugą stopem. I polecam tę drugą opcję, bo uśmiałam się konkretnie. Przesiadek miałam pięć. Na miejscu byłam szybciej niż pociąg.

Tak, zawsze chciałam to zrobić- jechać przez pół Polski autostopem.

..Tak czy siak nie miałam innej możliwości - zabrakło mi pieniędzy na powrót ;)

Przecież maiore tormento pecunia possidetur quam quaeritur*, ja jakoś nie umiem zatrzymać ich na długo.

 

*Z większym trudem posiada się pieniądze, niż ich się szuka

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
~~~~~~~~~~