Mój osobisty sparing szaleństwa z rozsądkiem na ringu życia. Sędzia - komentator: Fidelis Lupus.
Kategorie: Wszystkie | Philosophia | Tempus fugit
RSS
piątek, 30 sierpnia 2013


Bardzo tego nie lubię.

Naprawdę nie ma potrzeby, żeby na mnie krzyczeć. Niektórym ciężko to przyjąć, "z reguły krzyczał w takiej sytuacji, więc teraz też sobie pokrzyczy". W szczególności, że to mężczyzna, więc trza zachować twarz i "nie być miętkim". Bardzo często tak się zachowują, a mnie to paraliżuje, serduszko skiknęło mi aż pod gardło. Już nawet nie ważne co i kto, sam fakt mnie przeraża, że tak proste do przestudiowania działanie jest rzeczą niemożliwą dla niektórych ludzi. Spokój mianowicie, trochę opanowania, nic więcej. Mimo wszystko czuję, jak wydziera się we mnie głos sprawiedliwości: Aliena vitia in oculis habemus, a tergo nostra sunt*. No masz no, ale spróbuj nie marudzić, jak tu taka niesprawiedliwość.

Oczywiście nie wypada odkrzyknąć.

Zadość Uczynienie kontra Zdrowy Rozsądek.. 0:1.

Się zestresowałam strasznie.
Ale nic. Wczoraj, zmordowana po wyczerpującej rozmowie położyłam się spać, jakoś o drugiej, czy chwilę po. Budzę się o piątej, bo już się do jasnej cholery wyspałam (pytam grzecznie JAK TO JEST MOŻLIWE..) No i o mój Boże, co ta kundlica jego mać znowu wymyśliła. Patrzę, a ta rozłożona na moim tułowiu z mordką między.. eghem, WZNIESIENIAMI. I się patrzy, i merda tym ogonem. Ja rozumiem, że mięciutko, ale będę musiała z nią poważnie porozmawiać na temat podboi do właścicieli. Cholera. Już sama nie wiem, kto tu rządzi.

Normalnie mną manipuluje!

Wzięłam ją na spacerek. Już pomijam te tłumy w pół do szóstej, tego się nie spodziewałam. Nawet z psem porozmawiać na spacerze nie można, bo się patrzą, jak na wariatkę. Ludzie jak zahipnotyzowani wywlekają się z klatek, faktycznie aż się żyć odechciewa..

Ale jak tak wyszłam z tego domu, dotarło do mnie, że zbliża się moja ukochana jesień. Czas, którego zawsze wyczekuję, a w tym roku dałam się jej zaskoczyć. Zaskoczyć tej cudownej szarości. Fruwającym suchym liściom.. Jestem ewidentnie od lat zakochana w naturze. Choć do Listopada jeszcze daleko, czuję już jego przedsmak ;)

Jedna tylko rzecz. Niestety, po raz kolejny mój Listopad spędzę w szpitalu. Musze już pomału przywykać myślą do tego, że za jakiś tydzień - dwa trzeba będzie wrócić kontynuować leczenie. Czekam na wiadomość o wolnym miejscu..


Zastanawiam się mocno czy to, że intensywnie myślę o kimś sprawia, że nagle ona też zaczyna o mnie myśleć. Taka ciekawa rzecz miała sobie dzisiaj miejsce. Nie bardzo miałam siły, żeby ją przekontemplować, albowiem była wtedy szósta rano, nie mniej jednak konkretnie mnie zaciekawiła. Rano spojrzałam na telefon i pomyślałam o smsie, który miał być odpowiedzią na wiadomość wysłaną jakoś po pierwszej. Oczywiście nie oczekiwałam, że przed szóstą ktoś się zerwie z wyra i odpisze. Położyłam się w pozycji wygodnej do rozmyślań i nagle słyszę smsa. I jeszcze bym to przełknęła, gdyby to był pierwszy raz, ale w ostatnim czasie takie cuda są notoryczne. 

I tak na osłodę na koniec dodam, że piłam dzisiaj przecudowną mrożoną kawkę, jak tylko wywalczę przepis to się nim z chęcią podzielę. Już teraz mogę powiedzieć, że wszelakie lody i inne letnie udogodnienia mogą się schować przy tej kawusi! No, ale to jutro ;)

 

 

*Cudze błędy mamy na oku, nasze zaś za plecami. 

środa, 28 sierpnia 2013

Jak to najczęściej bywa, o godzinie późno nocnej nic mi się nie chce, oprócz stukania w klawisze. Czyli po prostu procul ex oculis, procul ex mente*. Najgorsze jednak jest to, gdy tak sobie stukam i stukam.. i nagle z mojego wnętrza wypływa rozżalone "grrrrbgbgbg". Na burczenie brzucha nie ma rady, trza coś zjeść.

Spojrzałam na ten biedny obiad (środek nocy przypominam), no i mówię brzuchowi, że tym razem zmęczę ten nieszczęsny posiłek (jadłam go od szesnastej.. litości), ale jutro, to ma już być grzeczny i nie pultać się tak wulgarnie. I dobrałam się do tej biednej fasolki. A co się okazało rano? Że ta sobie smacznie ze mną spała! Pościel w zasmażce, ratunku.. Efekty jedzenia w łóżku, polecam, Fidelis Lupus. 

Jeść mi się ostatnio nie chce, a dzisiaj przyszły nudności. I senność. Czyli coś jest nie tak. Leków biorę coraz więcej, wg zaleceń lekarskich, bo czuję się różnawo. Doszła jeszcze jedna dycha Citalu i może stąd taka zmiana. My God, przespałam jedenaście godzin! Gdzie czasem pięciu nie mogę przespać. Może spałabym dłużej, gdyby Taima nie wskoczyła mi na plecki i nie przywitała mokrym buziakowaniem. Czyli standardowe "Pani, wstawaj, bo ja chcę siku".

Śnił mi się mecz szkolnego footballu. Byłam zaproszona do amerykańskiej szkoły, wyszłam na boisko od zaplecza, gdzie była przychodnia okulistyczna. Wleciałam na boisko i.. zaczęłam okradać ludzi z rzeczy, które były przy barierkach. Było mnóstwo czarnych sukienek (Raj! Raj!), brałam garściami. Zdesperowana i przerażona zaczęłam się wymykać. Uciekłam na ulicę i weszłam do czyjejś willi. Stała tam stara wanna, a w niej.. rozmawiały gryzonie. Po polsku! (Jestem pewna, Bright Blue Eyes, że to przez naszą rozmowę o chomikach..) Rozpoczęłam konwersację z miniaturowym bobrem o brudnej wodzie i wtedy.. Taima rozpoczęła pobudkę.**

Byłam taka ciekawa, co się stanie, a tu masz. Pies mnie przyłapał na kradziejstwu.


Czekam na listy. Bardzo, bardzo czekam. Jeden ma jutro zostać wysłany przez Paskuda, cieszę się, bo tę opcję kontaktu lubię najbardziej. Sama uwielbiam je pisać, ale jeszcze bardziej dostawać.

Wpitoliłam dzisiaj pół puszki kukurydzy, tę nieszczęsną facolkę i jogurt. Nic więcej nie chce mi przejść przez gardło.

Dni lecą jak minuty. Nawet dziś, kiedy w sumie nic, tylko spanie i pisanie. Nie czuję znużenia, przeciwnie, dni są zbyt krótkie. Chyba zbliża się jakaś tycia drzemka ;)

Branoc.

 

 

* Z dala od oczu, z dala od myśli
** Mój pies właśnie pozazdrościł laptopowi mojej uwagi i wymusił na mnie pieszczoty. Jakby wiedziała, że o niej piszę!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
~~~~~~~~~~