Mój osobisty sparing szaleństwa z rozsądkiem na ringu życia. Sędzia - komentator: Fidelis Lupus.
Kategorie: Wszystkie | Philosophia | Tempus fugit
RSS
środa, 04 września 2013

Generalnie padam dziś na pysk. Dzień tak aktywny i bogaty w działanie, że dziw, że nie pogubiłam nóg po drodze. To się nazywa tempo..

Nie było takiej siły, która po wczorajszym lataniu z językiem na brodzie zwaliłaby mnie dzisiaj z łóżka. Zlekceważyłam trzy budziki (ja się naprawdę staram) i jedynym, co podziałało na mnie, była smutna mina psa, który przyszedł z żalem do mnie, że nie było porannego biegania za piłeczką i przyniósł mi ją do łóżka. Świetnie, a potem chodzę cały dzień z poczuciem winy! 

Obiecałam, że wywiążę się z obietnicy i spotkam się z trójką moich przyjaciół z liceum przed wyjazdem do Wawki. Nie w smak mi było dzisiaj wlewać w siebie procentową ambrozję, gdyż albowiem tyłek wożę środkami masowego przewozu, jakim jest autobus. Nie bardzo lubię, jak mną tak niemiłosiernie rzuca.. Świetnie się złożyło, bo one też nie chciały żadnego alkoholu. Więc kupiłam słonecznik i siedząc sobie nad Radunią dziamgałyśmy sobie ziarenka w akompaniamencie beztroskiego śmiechu. 

Czasu zostało mało, bo dziś, to w ogóle czas leciał bezczelnie szybko, więc na momencik wleciałam do salonu Orange, bo ten internet trza załatwić w końcu. Zeszła mi godzina.

Potem pędem pognałam do domu (zrezygnowałam nawet z autobusu, bo za daleko przystanek.. błąd), bo umówiłam się ze znajomą na kolczykowanie. Spodobał jej się Smiley mianowicie i takiego Smileya sobie zażyczyła. Przez godzinę czekałam na nią z koleżanką puszczając siwe dymki i rozmawiając o Wielkim Londonie (skubana, urwała się z Gdańska, żeby zasmakować innego życia i zarobić troszkę gotówki, psia krew, harowała nieraz po czternaście godzin!) o ósmej się zjawiła, a o dziewiątej wybyła z pięknym, zakolczykowanym  uśmiechem.

Potem siadłam i poczułam drgawki, przewiało mnie, cholera, przez to czekanie na dworze. Potem rozłożyłam się z laptopiskiem, a jeszcze bardziej potem jest teraz, czyli siedzę wykończona sącząc pomidorowy soczek.

Już nie wspomnę, co się działo wczoraj. Albo wspomnę.
Poszłam do ginekologa. Czyli najgorsze piekło świata. Pamiętam tylko ten wysoki "tron".. Po całym horrorze mówi do mnie tak:

- No, niestety, nie jestem w stanie pani pomóc, proszę, tutaj jest skierowanie do szpitala (TAK, DO SZPITALA!), muszą zrobić pani serię badań, zatrzymają panią na kilka dni. To może być coś poważniejszego.

No rzesz jasny gwint. Ile tych szpitali jeszcze? Coś poważniejszego? Ja jadę do Warszawy! Się podłamałam konkretnie, pojechałam oddać się w ręce specjalistów i masz, okazało się, że oddział zamknięty do połowy listopada.
Polskie realia bardzo mocno mnie zadziwiają. Opadły mi ręce.

Dostałam listy! Tak! Były zapakowane w uroczą, zieloną kopertę z dinozaurem, bardzo stylowa. 

Jutro wybieram się na dancing do Infinium z koleżanką od puszczania dymków, to jest przepyszny klub z rockową muzyczką. Plan pójścia z nią na balety próbuję zrealizować od lipca, czas najwyższy. Mam zamiar trochę powywijać, a co!

 

sobota, 31 sierpnia 2013

Sobota, czyli znów trzeba złapać za ścierę. Wypieściłam kuchnię i łazieneczkę, pucu pucu pucu.. ;) Może to jakieś przedziwne zboczenie i trzeba dzwonić po pogotowie, ale  jestem skłonna rzec, że.. sprawiło mi to przyjemność! Bądź co bądź kafelki nie jęczą, że ryż jest rozgotowany, czy inne wydziwianie.

Będąc na zakupach doświadczyłam czegoś, co od kilku lat w ogóle nie miało miejsca. Wchodząc do molocha zawsze trza było się zmierzyć z tymi kasjerkami, one zawsze takie obojętne, mówią jak automat. Z całym szacunkiem, nic ją to nie kosztuje, by się do mnie od-uśmiechnąć. Próbuję je tym zarazić i od kasy odchodzę z wrażeniem, że jestem jakaś dziwna. Bo stać mnie jeszcze na miły gest. Jeszcze w małych, osiedlowych sklepikach to jak cię mogę, bo się klienci z ekspedientkami znają, ale wejdź człowieku do Oszą, Biedry.. ja dziś weszłam i naprawdę pan Chyba Nowy mnie miło zaskoczył, bo z chęcią wymienił ze mną kilka zdań, pouśmiechał się, a nawet życzył mi miłego dnia. Miło ;)

Człowiek czasem szuka choćby iskierki dobroci w tych styranych ludziach. Życie naprawdę jest łatwiejsze, kiedy człowiek nabiera- choćby troszkę- optymizmu. Nakleja uśmiech na dziób i idzie zarażać uśmiechem obcych. Ja bynajmniej bardzo to doceniam. Taką wrażliwość na uśmiech. A przecież nocere facile est, prodesse difficile*

 

Od południa czuję dzisiaj.. jakąś lekkość. Tak mi kurka fajno, emituję wszystkim tę fajność, ufajniajcie się ze mną ;)

A właśnie, się troszkę pośmiałam dzisiaj, bo będąc na psim spacerku dopadły mnie trzy dziewczynki. Takie małe przylepy, wzięły kamyczka i zabawiały moją psinkę. Się tylu rzeczy można dowiedzieć o tych małych człowieczkach, są niesamowicie otwarte. Nie czują tej obawy przed bezpośredniością. Jestem z nimi na Ty ;)

- A mój brat sobie sam tu robił kolczyka, wiesz?

- A tutaj też sobie zrobisz kolczyka?

- A ona ma łaskotki tam!

- A ty masz?

*gili gili gili*

- Ej, teraz ja miałam rzucać!

Do domku wróciłam naładowana pozytywną energią.

 

A teraz, Drogie Panie, jedziemy z kawką! Przepis jest banalny:

Dla trzech osób potrzebne będą:


ZIMNE mleko - 2 szklanki;

wrzątek - 1/2 szklanki;

cukier - 4 łyżeczki;

kawa zbożowa - 4 łyżeczki;

lód - 7 kostek;

syrop/alkohol -  2 łyżeczki.

 


1. Zagotować pół szklanki wody

2. Do pustej szklanki wsypać 4 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej (polecam NESCAFE SENSAZIONE CREME, bo robi się perfekcyjna pianka, jak u baristy), 4 łyżeczki cukru (używam trzcinowego, bo nadaje smaczku).

3. Dolewamy wrzątek, całość ma zajmować pół szklanki

4.Do pojemnika wlewamy zawartość szklanki, 2 szklanki zimnego mleka, 7 kostek lodu i 2 łyżeczki syropu/alkoholu

5.Miksować aż do kompletnego utarcia lodu.

6. Rozkoszować się trzy centymetrową pianką i kremowym smakiem kawusi. No bomba ;)

A do zdjęcia Mama podrzuciła jeszcze kawałek ciacha, powiem szczerze, że w kwestii smaku ma się czym chwalić..

kawunia

 

 

*Szkodzić łatwo, być pożytecznym trudno 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
~~~~~~~~~~