Mój osobisty sparing szaleństwa z rozsądkiem na ringu życia. Sędzia - komentator: Fidelis Lupus.
Kategorie: Wszystkie | Philosophia | Tempus fugit
RSS
piątek, 14 lutego 2014

 Aż ciężko to zdzierżyć, że moc pajęczyn zasnuła ściany mojego bloga. Wpadłam tu raptem z zamiarem niewinnego zakukania "bo może ktoś tu do mnie jeszcze zagląda". Ano zagląda, ślicznie dziękuję! Bo oto lecę piorunem po klawiszach w pełni uniesienia! 

Się tak głupio cieszę do ekranu, ale trza przyznać, że jednak jest powód. Stęskniłam się. Za klimatem blogowania. Za znajomymi blogerami. Za tym emocjonalnym wypróżnieniem, że tak to nazwę. Za Armagedonem.

Cholera, nadal twierdzę, że tylko tu mogę sobie spokojnie pozwolić na grymasy i pojękiwania. A w ostatnim czasie sporo było powodów do jęczenia.

Jasny gwint, od czego tu..

O, wiem. Jako, że ja- pani Wszystko Zrobię Sama, Bo Robię To Lepiej- żyłam w przekonaniu, że muszę dać sobie troszkę czasu na związek (jakieś pięć lat w porywach do wieczności) no bo  wiadomo, szpitale, choroba, stres).. postanowiłam wpaść w sidła miłości. No i masz, psia mać. Się zakochałam.

W szpitalu, żeby było ciekawiej. Związek kwitnie, uczucia rosną, plany na przyszłość się budują.. ja nie wiem, z tego wszystkiego jeszcze wyjdę na ludzi i cały plan życia jak hipis szlag trafił!

Mój Łobuz jest dla mnie motywacją. Znajduję w sobie siły. Żeby wstać. Żeby pracować. Żeby walczyć z chorobą. To już łącznie rok i osiem miesięcy, jak "mieszkam" w szpitalu, zostały jeszcze minimum trzy miesiące i OBY TYLKO TRZY. Zastrzyk pozytywnej energii- tak jak się zaaplikował- tak nie schodzi ze mnie. 

To już ostatnia prosta. Wtedy wrócę i..

A tfu! Nigdzie nie wracam! Może jedynie do blogowania, ale to jedyny powrót. W planach mam wyprowadzkę. Czterysta pięćdziesiąt kilometrów od domu rodzinnego. Zaczynam wszystko od nowa, studia, praca, mieszkanie.

I nagle wszystko nabiera sensu.

 

Takie optymistyczne ADHD utrzymuje mi się od dwóch tygodni. Ewidentnie za dużo śpię.

Wpadłam dzisiaj-wczoraj do Łukaszka, mojego prawie trzyletniego bobo, wzięłam go z Angelą na "kulki", czyli na kosmicznie wielki, wyposażony w zjeżdżalnie, hamaki, trampoliny, tunele i inne świrki-bajerki obiekt do wprawiania dzieciaczków w zachwyt, szał, dezorientację, płacz, potem znów w zachwyt i szał. W ostatecznym rozrachunku dziecko było wykończone ilością atrakcji. Nie powiem- ja też. Zaliczyłam wszystkie i bawiłam się jak głupia. I teraz już wiem, że nigdy nie będę za stara na pływanie w kulkowym basenie..

Przeglądałam dzisiaj zdjęcia sprzed dwóch lat. Łzy lecą nie ze śmiechu, czy smutku. Nawet nie ze złości. Z bezsilności lecą! Jestem teraz takim wielorybem, że słowa tego nie oddadzą! Wszystko przez te leki i mój zerowy ruch.. Zrobiły mi się pućki na policzkach.. Przeżywam horror- ja w roli głównej. Tylko za taką rolę pierwszoplanową nikt mi nie zapłaci.

Obiecałabym sobie jakieś ćwiczenia czy dietę po skończeniu hospitalizacji, ale.. mnie i moje lenistwo łączy silna więź. Muszę pozostać mu wierna, solidarna! Fac fideli sis fidelis*

Ale na wagę nie wejdę.

 

Także no. Tyle na rozgrzewkę. Rozpędzać to się nie rozpędzę co prawda, ale przez następne cztery dni mam zamiar pobuszować na bloxie. Stęskniłam się, to się czuje w serduchu. 

Póki co spokojnej, lutowej nocy życzę wszystkim.

A w kwestii mojego zawichrowania.. mówiłam, że mój Łobuz jest dziewczyną? ;)

 

 

*Bądź wierny temu, kto wierny Tobie

niedziela, 29 września 2013

Niesamowite, jak życie potrafi być przewidywalne. Tak bardzo, że aż nie.


Leżę właśnie na pseudo-szpitalnym łóżku i rozmyślam co to będzie. Po szpitalu oczywiście. Przede mną jeszcze co najmniej dwa miesiące leżakowania. Diagnoza? Mindfuckus pospolitus. Cholera, to najgorszy prezent, dostać ster życia w swoje łapki. I weź tu mądrze rozporządzaj. Nawet na bloga wejść nie możesz, bo na tej okrutnej, leśnej pipidówie nie ma zasięgu (internet ściągam od kogoś nielegalnie, mam nadzieję, że się nie znamy..).

Mało to wszystko kolorowe, do wyboru mam albo zaharować się na trupa żyjąc we własnym mieszkanku, z dala od domowych zmartwień wraz z najbardziej nieodpowiedzialną osobą świata, bądź zostać w szpitalu do maja, wieść beztroskie życie, gdy NFZ funduje mi leki i niemal wszystko inne i przekreślić w sobie nadzieje samodzielnego życia.

Wybór taki, że ja to wszystko pieprzę.

Decoupage mi nie wyszedł. Ruda farba nie pokryła odrostów. I moja współlokatorka przeżywa, że się nie mieści w spodnie.

Akcja "jęczę, bo tak najwygodniej" zakończona. Mam zamiar wrąbać przepyszne jesienne jabłuszko (kolejny powód do darzenia jesieni miłością), pójść na spacer dla palaczy, omamić się Dr House'm, a potem..

Idę spać.

Życzę wszystkim pysznego październiczka, który już za pasem. I z góry: nie będę niestety wpadać często, dopóki nie uporządkuję tego piekła!

Amen. 

15:08, fidelis_lupus , Tempus fugit
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
~~~~~~~~~~